Kobieca Perspektywa

MODA I URODA

LAMINOWANIE włosów w domu. Hit czy kit?

Swoją przygodę z maseczkami własnej roboty rozpoczęłam i tak na dobrą sprawę zakończyłam ponad dziesięć lat temu, kiedy to skuszona właściwościami banana i zachęcona przez znajomą, postanowiłam paćką usmarować włosy. Nie było fajerwerków, ba nie było też kilku garści włosów, a zaschnięty owoc wyczesywałam przez kilka ładnych godzin, klnąc pod nosem na własną naiwność.

Jednak jakiś czas temu strach było odpalić przeglądarkę, bowiem internet kipiał wiadomością o zbawiennej miksturze z żelatyny, która przemienia włosy nie do poznania, a fryz mógłby reklamować najlepsze odżywki. Mając na uwadze dotychczasowe doświadczenia, długo walczyłam ze sobą, aby nie wypróbować tego na mojej głowie, tym bardziej że moje suche i zmęczone włosy wycierpiały za swego żywota już nie jedną fanaberię jaka przyszła mi na myśl.

Jednak z pełną odpowiedzialnością i ręką na serduchu oznajmiam, że zakochałam się w zabiegu laminowania, który przynajmniej dwa razy w miesiącu serwuję moim włosom. To, że stają się sypkie, delikatne, proste i lśniące to jeszcze nic, ale to że się nie puszą, a końcówki nie są rozdwojone to już coś!

top-hair.jpg

Składniki: 2 łyżki żelatyny, 4 łyżki ciepłej (nie wrzącej) wody, 2 łyżki maski, 10 kropel olejku z pestek winogron lub innego.

Przygotowanie: żelatynę rozpuszczamy dokładnie w wodzie i mieszamy z pozostałymi składnikami na jednolitą masę.

Zabieg: włosy myjemy szamponem i rozczesujemy, na wilgotne włosy nakładamy przygotowaną miksturę. Na godzinę zawijamy dokładnie ciepłą ściereczką i czepkiem lub torebką foliową. Włosy należy dokładnie (bardzo dokładnie, bo w przeciwnym razie będzie efekt łupieżu) spłukać chłodną wodą i wysuszyć.

Ja używam : szampon Argan i maskę Crema al latte z drogerii Hebe, a zamiast olejku- mythic oil, o którym pisałam wcześniej.

Zapewniam efekt powala na kolana. Mimo iż nie ma nic wspólnego z prawdziwym zabiegiem laminowania. Nie łudźmy się! Nie jest to działanie długoterminowe i nie regeneruje włosów, ale doraźne upiększenie, z którym także nie można przesadzić.

Ważne! Żelatyna to bomba proteinowa, dlatego zalecam, aby zabieg wykonywać nie częściej niż dwa razy w miesiącu. Zachęcam też, aby udać się na zabieg laminowania do profesjonalisty, u którego wygląda to nieco inaczej i faktycznie działa jak opatrunek. Ale do sporadycznego laminowania włosów we własnej łazience nie mam zastrzeżeń. A jakie Ty masz sugestie?